Bitwa nad Bzurą 1939




Walna bitwa – marzenie każdego dowódcy

Cały mój życiorys przesiąknięty jest bitwą nad Bzurą. Urodziłem się i wychowałem w Sochaczewie a mój dziadek – w 1939 roku zawodowy kapral - działonowy w III baterii 4 Kujawskiego Pułku Artylerii Lekkiej, jeździł ze mną od najmłodszego dzieciństwa wpajając szacunek do miejsc swojej walki i do cmentarzy wojennych, które znaczą szlak największej bitwy kampanii wrześniowej 1939 roku – bitwy nad Bzurą.

Bitwa nad Bzurą to jeden z tych elementów, które składają się na esprite de corps nowoczesnego Wojska Polskiego. Powstało ono w toku bitewnych działań o granice Rzeczypospolitej w latach 1918-21. Organizacja Wojska Polskiego odbywało się w warunkach wielkiej improwizacji i w wielkim uniesieniu patriotycznym, dorobek młodego wojska polskiego powstawał w oparciu o regulaminy rosyjskie, austryjackie, niemieckie i francuskie.

Najważniejszym problemem Wojska Polskiego w latach dwudziestych i trzydziestych było wykształcenie wyższych dowódców wojskowych, którzy swoją wiedzą teoretyczną i praktyczną mogliby stworzyć podwaliny Wojska Polskiego. Pamiętać bowiem należy o fakcie, że armie zaborcze nie dopuszczały do najwyższych stanowisk Polaków i nie mieliśmy na żadnych z frontów pierwszowojennych dowódców, którzy wnieść by mogli doświadczenia dowodzenia na najwyższych szczeblach do dorobku młodej polskiej armii.

Polska nie tylko musiała materialnie, moralnie i organizacyjnie przygotować się do obrony własnych granic. Polska musiała także wykształcić dowódców, którzy potrafili myśleć szerzej od dowódców dywizji, brygady i pułku. Jednym z oficerów, który należał do najlepszych był gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba. To właśnie jemu powierzono armię „Poznań”, której pozycje obronne wyznaczone na terenie Wielkopolski między armią „Pomorze” na północy, a armią „Łódź” na południu.

Gen. Kutrzeba wiedział i rozumiał, że tylko przebojowość i podejmowanie decyzji, jest cechą pożądaną w czasie wojnie. Nic tak nie niszczy wojska jak niepewność sytuacji i bezczynne oczekiwanie. A dobry dowódca powinien wyzyskać sytuacje do wydania walnej bitwy, bo wtedy wykorzystuje się to co najistotniejsze: miejsce, czas i możliwość zaskoczenia.

Po zorientowaniu się, że armia „Poznań” nie znajduje się na żadnych z zasadniczych kierunków ataku wojsk niemieckich, od początku apelował do Wodza Naczelnego o możliwość rozpoczęcia działań wojennych. Zgoda ta została wydana dopiero 8 września 1939 roku, kiedy już czołowe oddziały 4 niemieckiej Dywizji Pancernej zbliżały się od południa do Warszawy, wyprzedzając cofające się oddziały polskie armii ”Łódź”.

Podpisanie rozkazów przez gen. Kutrzebę do rozpoczęcia bitwy przez dwie polskie armie „Poznań „ i „Pomorze”, stało się sygnałem do rozpoczęcia WALNEJ bitwy kampanii wrześniowej 1939 roku, która toczyć się będzie przez 2 tygodnie na rozległym terenie od Łęczycy do Warszawy. Bitwa będąca ogromnym zaskoczeniem dla Niemców, bitwa, która zapisze się złotymi zgłoskami w księdze chwały Wojska Polskiego.

I tu trzeba napisać koniecznie, że wraz z podpisaniem rozkazów, wraz z ich przekazaniem do oddziałów rozpoczyna się tak bliska nam historia tamtych czasów. W tej bliskiej nam historii znajdują się setki i tysiące decyzji, postaw i losów ludzkich, zapisanych przez pojedynczych żołnierzy z armii „Poznań’ i „Pomorze”. To właśnie prości żołnierze, podoficerowie i liniowi oficerowie swoją postawą decydowali o powodzeniu lub niepowodzeniu podejmowanych przez polską stronę działań. W większości ich postawy stawiane są do dziś za wzór męstwa, a przykłady działań wojskowych są wykładane nie tylko na polskich uczelniach wojennych.

Łatwo jest i banalnie oceniać postawy żołnierskie po 60 latach, kiedy właściwie wiemy wszystko i każdemu możemy wytknąć to czego nie wiedział, albo to co w naszym mniemaniu zrobił źle. Warto jednak przed wydaniem takich opinii pojechać w samotne popołudnie wrześniowe na cmentarze wojenne w Młodzieszynie, Iłowie, Sochaczewie, Łęczycy, Granicy czy Łomiankach i wczytując się w nazwiska tysięcy poległych znanych i tych nieznanych żołnierzy Wojska Polskiego, zastanowić się na tym, co kierowało tymi ludźmi, że nie wiedząc praktycznie nic, znając swoje obowiązki na bardzo niewielkich odcinkach frontu, zmęczeni długimi przemarszami, bili się dzielnie przez ponad dwa tygodnie bitwy nad Bzurą.

A zapisywali te swoje decyzje w krótkich i prostych słowach, tak jak kpr. Stanisław Jasiński:

„Gdy bój nad Bzurą wrzał,
a wróg tysiącem dział,
otoczył nas i bił.
Nie straszna czołgów stal.
Lecz straszny w sercu żal,
Że nam zabrakło sił…”


Paweł Rozdżestwienski